Podczas dzisiejszego spotkania, każdy powinien przyznać, że choć Liverpool przegrał, to na boisku pokazał znacznie piękniejszą grę, niż tę zaprezentowaną przez AC Milan. Akcje, które rozgrywał Liverpool były świetnie opracowane i niezwykle precyzyjne, wysoko górowaliśmy nad Milanem od strony technicznej i wszyscy - nawet zawodnicy AC Milan doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Na czym więc polegał nasz problem? Jako pierwsze wymieniłabym nieskuteczne strzały, bo sytuacji mieliśmy naprawdę wiele. Strzały Steve’a Gerrarda dwukrotnie dzieliły metrowe odległości od bramki, a trzeci niecelny to zaledwie kilkadziesiąt centymetrów! Gdyby naszemu kapitanowi się udało, wygrana byłaby w zasięgu ‘czerwonych’ dłoni. Najbardziej znaczącą rolę odegrało odgwizdanie przez sędziego faulu Alonso na Kaka’ - owszem faul był i Xabiemu należała się kartka, ale zupełnie nie rozumiałam podyktowanego rzutu, to była za sroga kara jak na sprowokowany faul. Natomiast pierwsza bramka była przypadkowa, bo sam strzał Pirlo na pewno by jej nie zdobył, gdyby nie cholerne ramie Inzahgiego, od którego przypadkowo odbiła się piłka, Reina za nic nie wpuściłby tej piłki do bramki - był już w pozycji leżącej, gotowy na jej złapanie. Eh… kwestia przypadku i nic więcej. Myślę, że gdyby nie przewaga Milanu po pierwszej połowie (w której tak naprawdę to my wiedliśmy prym), to kolejne 45min pozwoliłoby nam w pełni rozwinąć skrzydła. Ta sytuacja pokazuje jak wiele może zmienić jedna bramka. Milan w drugiej połowie grał przez to znacznie pewniej i odważniej, tymczasem Liverpool bał się stracić kolejną bramkę - w przypadkach obu drużyn o dalszej grze zadecydował czynnik psychiczny, to zrozumiałe. W tej chwili trudno jest mi określić, czy Liverpool nadal dominował, gra chyba była bardziej wyrównana. Crouch troszeczkę za późno wszedł na murawę, to zawodnik, który dobrze gra w końcówkach meczy, ale tym razem miał za mało czasu i okazji. Gdyby było więcej sytuacji podbramkowych byłby świetną asystą dla Steve’a i Dirka. Było kilka takich momentów, kiedy Pennant zaprowadził piłkę w pole ale po prostu nie miał do kogo podać - myślę, że właśnie w takich sytuacjach potrzebowaliśmy Croucha najbardziej. Drugiej bramki nie lubię komentować. Wiem, że widzowi ’fajnie się komentuje i gdyba’, ale dlaczego nikt nie pilnował Inzahgiego? Dlaczego przy polu karnym nie było nikogo na obronie i skoro nie było, to czemu nie odgwizdano spalonego? Bolesny cios. Kiedy Reina nie obronił piwo nagle straciło dla mnie smak. W ostatnich minutach do siatki AC Milan wpadła honorowa bramka mojego ulubionego napastnika, Dirka Kuyta. Na te 3 minuty przed końcem na nowo odżyła niewielka iskierka nadziei w drużynie LFC i ich kibicach. Liverpool zawsze gra do samego końca, a w 2005 pokazał, że nawet beznadziejny wynik może odwrócić na swoją korzyść. No niestety, Milan za wszelką cenę wydłużał każdą czynność, byle tylko nie dać szansy do powtórzenia się sytuacji ze Stambułu. Szczególnie irytujący wydał mi się Gattuso, wprawdzie dostał jedną żółtą, ale był moment w którym zapracował sobie na drugą, a sędzia tego nie dostrzegł :/ to gracz pozbawiony kultury, cholerny agresor; to jak potraktował Zendena z łokcia jest przejawem niesportowego zachowania! I dla takich jak on jest miejsce w Lidze Mistrzów? Co mi się jeszcze bardzo nie spodobało, to to, że sędzia doliczył tylko 3 minuty - sam spektakl artystyczny Inzahgiego to ponad minuta cennego czasu, a już zupełnym przegięciem było odgwizdanie końca rozgrywki w 92‘:40s meczu - mieliśmy dobre 20 sekund, które możnaby jakoś wykorzystać, wystarczyłoby jedno celne podanie i jeden celny strzał. Naprawdę, nie popisał się sędzia - najpierw podyktował bezpośredni za ten faul, a później to skrócenie meczu. Ale cóż zrobić…
Generalnie, to byliśmy świadkami pięknego widowiska. Żałuję tylko, że pomimo wspaniale opracowanej techniki Rafy Beniteza i wspaniałej gry Redsów nie zostaliśmy uhonorowani pucharem. Oczywiście można to było lepiej rozegrać, ale i tak byliśmy świetni, pokazaliśmy klasę w pełnym wymiarze. Nasi chłopcy spisali się fantastycznie i nie muszą nikomu udowadniać, że są mistrzami. You Will Never Walk Alone.
P.S. Nie podoba mi się relacja meczu na
[link] - pisali mało i w dodatku bzdury, bo chyba tak naprawdę nie mieli o czym pisać, skoro to Liverpool pokazał się z tej dobrej strony.
--
"If woman betrayed him on his eyes, has the baby with other, poisoned his mother and additionally has all off the pokemon's, he can be little angry, right?"
--
Myspace Backgrounds Default Layouts Friendster Layout
-James
Hot Comments.Hot Myspace Layouts.Guitar Hero Songs.Watch Anime
--
Default Myspace Layouts|Myspace Layouts 2.0|Skinny Layouts
--
Greets, ArcziPL / Pozdrawiam, ArcziPL
--
bo zapomnial o nas świat...
--
How are you?
--
Previous Page12345...Next Page